Nasze ulubione szanty

Liczba znalezionych szant: 18

Tytuł: 10 w skali Beauforta
Słowa: Janusz Kondratowicz
Muzyka: Krzysztof Klenczon
Kołysał nas zachodni wiatr,
Brzeg gdzieś za rufą został.
I nagle ktoś, jak papier zbladł -
Sztorm idzie, panie bosman !

A bosman tylko zapiął płaszcz
I zaklął - Ech, do czorta !
Nie daję łajbie żadnych szans,
Dziesięć w skali Beauforta !

Z zasłony ołowianych chmur
Ulewa spadła nagle.
Rzucało nami w górę, w dół
I fala zmyła żagle.

O pokład znów uderzył deszcz
I padał już od rana.
Diabelnie ciężki to był rejs,
Szczególnie dla bosmana.

Prawdziwe czasem sny się ma,
Dziesięć w skali Beauforta !
Tytuł: Cztery piwka
Słowa: Jerzy Porębski
Muzyka: Jerzy Porębski
Ze Świnoujścia do Walvis Bay droga nie była krótka,
A po dwóch dobach albo mniej, już się skończyła wódka.
"Do brydża!"- krzyknął Siwy Flak i z miejsca rzekł- "dwa piki"
A ochmistrz w "telewizor" wlał nie byle jakie siki.

Ref.:
Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet,
Jakąś Damę roześmianą Król przytuli wnet.
Gdzieś miedzy palcami sennie płynie czas.
".....czwarta ręka, Króla bije As..."

A w karcie tylko jeden As i nic poza tym nie ma,
Ale nie powiem przecie- " Pas", może zagrają szlema?
"Kontra"- mu rzekłem, taki blef, by nieco spuścił z tonu
A Fred mu na to - "Cztery trefl" przywalił bez pardonu.

A "mój" w dwa palce obtarł nos, to znaczy nie ma nic...
I wtedy Flak, podnosząc głos, powiedział - "Cztery pik!"
I kiedy jeszcze cztery Króle pokazał mu jak trza,
To Fred, z renonsem - "Siedem pik", powiedział - "Niech gra Flak!"
A ja mu - "Kontra', on mi - "Re", ja czuje pełen luz,
Bo widzę w moich kartach, że jest atutowy tuz.
Więc strzelam! Kiedy karty Fred wyłożył mu na blat,
To każdy mógł zobaczyć jak Siwego Flaka trafia szlag.

Już nie pamiętam ile dni w miesiące złożył czas,
Morszczuki dosyć dobrze szły i grało się nie raz,
Lecz nigdy więcej Siwy Flak, klnę na jumprowe wszy,
Choćbyś go prosił tak, czy siak, nie zasiadł już do gry!

Ref.:
W popielniczkę pet, cztery piwka na stół,
Już tej damy roześmianej nie przytuli Król,
Gdzieś nam się zapodział atutowy As,
Tego szlema z nami wygrał czas.
Tytuł: Dziki Włóczęga
Słowa: Henryk ("Szkot") Czekała
Byłem dzikim włóczęgą przez tak wiele dni,
Przepuściłem pieniądze na dziwki i gin.
Dzisiaj wracam do domu, pełny złota mam trzos
I zapomnieć chcę wreszcie jak podły był los.

Ref.:
Już nie wrócę na morze,
Nigdy więcej o nie.
Wreszcie koniec włóczęgi,
Na pewno to wiem.

I poszedłem do baru, gdzie bywałem nie raz,
Powiedziałem barmance, że forsy mi brak.
Poprosiłem o kredyt, powiedziała idź precz,
Mogę mieć tu stu takich na skinienie co dzień.

Gdy błysnąłem dziesiątką, to skoczyła jak kot
I butelkę najlepszą przysunęła pod nos.
Powiedziała zalotnie, co chcesz mogę ci dać,
Ja jej na to ty flądro, spadaj znam inny bar.

Gdy stanąłem przed domem, przez otwarte drzwi,
Zobaczyłem rodziców, czy przebaczą mi.
Matka pierwsza spostrzegła jak w sieni wciąż tkwię.
Zobaczyłem ich radość i przyrzekłem, że ..
Tytuł: Gdzie ta keja
Słowa: Jerzy Porębski
Muzyka: Jerzy Porębski
Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział: Stary czy masz czas
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy
Rejs na całość, rok - dwa lata - to powiedziałbym

Gdzie ta keja a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
Gdzie ta brama na szeroki świat?
Gdzie ta keja a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
W każdej chwili płynę w taki rejs
Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?

Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż
Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz
W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.

Przeszły lata zapyziałe, rzęsą zarósł staw
Na przystani czółno stało - kolorowy paw
Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał staw
Lecz dalej marzy o załodze ten samotny łeb.
Tytuł: Green Horn
Słowa: Henryk ("Szkot") Czekała, Damian Gaweł
Miałem wtedy, ech, szesnaście lat,
Swoją drogą szedłem przez świat,
W sercu zawsze tkwiła uparta myśl,
By za głosem morza iść.

Ref.:
A więc śpiewam: "Żegnaj Carling Ford
I żegnaj nam Green Horn.
Będę myślał o Tobie dzień i noc,
Aby kiedyś wrócić tu,
Aby kiedyś wrócić znów."

W każde z wielkich siedmiu sztormowych mórz,
Wychodziłem, bo zmuszał mnie los.
Każdy w porcie ode mnie usłyszeć mógł:
"Nigdy więcej morza już!"

Ale śpiewam...

Mam dziewczynę, słodką Mary Doyle,
Dom swój również ma na Green Horn.
Sercem, duszą pragnie zatrzymać mnie,
Żebym w morze nie zwiał jej.

Ale śpiewam...

Życiem szczur lądowy kieruje sam,
Chce - zostanie, lub pójdzie w dal,
Ale kiedy morze wejdzie w krew,
Gdy zawoła - pójdziesz wnet.

A więc śpiewam...
Tytuł: Hiszpanka z Callao
Słowa: Sławomir Klupś, Henryk ("Szkot") Czekała
Przepuściłem znów całą forsę swą
Na hiszpańską dziewkę z Callao.
Wyciągnęła ze mnie cały szmal
I spłukałem na nią się do cna.

Już znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

Ref.:
Dalej chłopcy, rwijmy fały, Niech uderzy w żagle wiatr.
W morze znowu wypływamy -
Ile tam spędzimy lat?

Już niejeden pokład mym domem był
I niejeden kot me plecy bił.
Choć robota ciężka i żarcie psie,
W Callao po rejsie znajdziesz mnie.

Znów znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

Zaprószyłem tam nieraz głowę swą,
W barze u Hiszpanki z Callao.
Butlę rumu wielką dała mi
I ciągnęła ze mną aż po świt.

Już znikają główki portu,
W którym stary został dom.
Znów za rufą niknie w dali
Ukochany stały ląd.

A pod Cape Horn, gdzie nas poniesie wiatr,
Popłyniemy z sztormem za pan brat.
Przez groźne burze, śnieg i lód
Dojdziemy aż do piekła wrót.

Choć grabieją z zimna ręce,
Zadek mokry dzień i noc,
Jedna myśl rozgrzewa serce -
O Hiszpance z Callao!
Tytuł: Hiszpańskie dziewczyny
Słowa: Andrzej Mendygrał, G. Wasilewski
Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny
Żegnajcie nam dziś marzenia ze snów
Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora
Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów!

I smak waszych ust hiszpańskie dziewczyny
W noc ciemną i złą nam będzie się śnił
Leniwie popłyną znów rejsu godziny
Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił.

Niedługo ujrzymy znów w dali Cap Deadman
I głowę baranią sterczącą wśród wzgórz
I statki stojące na redzie przy Plymouth
Klarować kotwice najwyższy czas już

A potem znów żagle na masztach rozkwitną
Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight
I znów stara łajba potoczy się ciężko
Przez fale w kierunku na Beachie Fairlie Land

Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover
I znów noc w kubryku wśród legend i bajd
Powoli i znojnie tak płynie nam życie
Na wodach i w portach South Foreland Light.
Tytuł: Ja stawiam
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam!
Czy los mi sprzyja, czy idzie na wspak - ja stawiam!
Czy mam dziesięciu kompanów, czy dwóch,
Czy mam ochotę na rum, czy miód,
Czy mam pieniądze, czy grosza mi brak - ja stawiam
Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie - ja stawiam!
Czy mi kompani ufają, czy nie - ja stawiam!
Czy ja ścigam wroga, czy wróg ściga mnie,
Dopóki mój okręt nie leży na dnie,
Czy wicher w oczy, czy w plecy mi dmie - ja stawiam!
A gdy mnie dziewka porzuci jak psa - ja stawiam!
Gąsiorek biorę i piję do dna - ja stawiam!
Kompanię zbieram i siadam za stół
I nie ma wtedy płacenia na pół,
A gdy mnie dziewka porzuci jak psa - ja stawiam!
Ja stawiam żagle jak kufel na stół - ja stawiam!
Czy fala mnie niesie w górę, czy w dół - ja stawiam!
Czy tam dopłynę, gdzie kończy się świat,
Czy aż do piekieł poniesie mnie wiatr,
Ja stawiam żagle i kufel na stół - ja stawiam!
Tytuł: Marco Polo
Słowa: Sławomir Klupś
Nasz Marco Polo to dzielny ship
Największe fale brał
W Australii będąc widziałem go
Gdy w porcie przy kei stał
I urzekł mnie tak urodą swą,
Że zaciągnąłem się
I powiał wiatr, w dali zniknął ląd
Mój dom i Australii brzeg

Marco Polo w królewskich liniach był
Marco Polo tysiące przebył mil

Na jednej z wysp za korali sznur
Tubylec złoto dał
I poszli wszyscy w ten dziki kraj
Bo złoto mieć każdy chciał.
I wielkie szczęście spotkało tych
Co wyszli na ten brzeg
Bo pełne złota ładownie są
I każdy bogaczem jest.

W powrotnej drodze tak szalał sztorm
Że drzazgi poszły z rej
A statek wciąż burtą wodę brał
Do dna było coraz mniej.
Ładunek cały trza było nam
Do morza wrzucić tu
Do lądu dojść i biedakiem być
Ratować choć żywot swój.
Tytuł: Morskie opowieści
Słowa: *Jan Kasprowy
*Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści,

*Ref.:
Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom,

*Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści,

*Łajba to jest morski statek,
Sztorm to wiatr, co dmucha z gestem,
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści,

*Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
Sypał pieprz do konfitury
I do zupy mlecznej,

*Był na "Lwowie" młodszy majtek,
Czort, Rasputin, bestia taka,
Że sam kręcił kabestanem
I to bez handszpaka,

*Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę - w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka,

*Niech drżą gitary struny,
Niech wiatr grzywacze pieści,
Gdy płyniemy pod banderą
Morskich opowieści,

*Od Falklandu-śmy płynęli,
Doskonale brała ryba,
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba,

*Rudy Joe, kiedy popił,
Robił bardzo głupie miny,
Albo skakał też do wody
I gonił rekiny,

*I choć rekin twarda sztuka,
Ale Joe w wielkiej złości
Łapał gada od ogona
I mu łamał kości,

*Może ktoś się będzie zżymał
Mówiąc, że to zdrożne wieści,
Ale to jest właśnie klimat
Morskich opowieści,

*Kto chce, ten niechaj wierzy,
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy,
Więc wypijmy jeszcze,

*Pij bracie, pij na zdrowie,
Jutro Ci się humor przyda,
Spirytus Ci nie zaszkodzi,
Sztorm idzie - wyrzygasz,

Był na Lwowie raz praktykant,
Dwumetrowy wielki taki,
przy kotwicznym kabestanie,
Połamał handszpaki,

Kolumb odkrył Amerykę,
Kiedy ścigał się z Halikiem,
Indianie się zarzekali,
Że pierwszy był Halik,

O wyprawie wokół globu,
Też fałszywe są pogłoski,
Pierwszy żaden tam Magellan,
Tylko Baranowski,

Rudy Bronek, kiedy popił,
Robił bardzo groźne miny,
W Sztokholmie skakał
do wody i gonił rekiny,

I choć rekin twarda sztuka,
Ale Bronek w wielkiej złości
Łapał gada za ogona
I mu łamał kości,

Przyszedł bosman do tawerny,
Piwo!!! wrzasnął gromkim głosem
I od razu dostał w zęby -
Nie powiedział "proszę",

Szczur lądowy - twarda sztuka,
Ciężko zabić go czymkolwiek,
Lecz gdy w morze miałby ruszyć,
Narobiłby w spodnie,

Statek z portu już wypływa,
Każdy w kącie ściska babę,
Smutny tylko jest Warszawiak,
On kocha Warszawę,

Gdy do portu przybijemy,
Wszyscy się do knajpy pchają,
I już po godzinie picia
Nogi wyciągają,

W knajpie "Pod ponurą małpą"
Rządzi jedna z takim zadkiem,
Że niejeden już nie wiedział,
Co zrobić z uszatkiem,

Gdy kolejki nie dotrzymasz,
To z kompanią się pożegnaj.
Widać, Bracie, żeś jest ceper,
Dupa, a nie żeglarz,

Popłynęła kiedyś z nami
Pewna dama dla ochoty,
Powróciła cała zdrowa,
Ale już bez cnoty,

Sternik, stary pijanica,
Ciągle biega, wódki szuka,
Jeden dzień bez alkoholu
I wyzionie ducha,

Płynie sobie statek prosto,
A załoga rzyga ostro,
Kiedyś woził on banany,
A dziś zarzygany,

Każdy żeglarz wie od dziecka,
Co to "Czysta", co "Bałtycka",
I już jako jędrny malec
Macza w wódzie palec,

Gdy w żołądku tłuką fale
I chęć życia znika wszelka,
Nie trać bracie animuszu -
Jest jeszcze butelka!

Kiedy nic Ci nie wychodzi,
Kiedy tęskni się do mamy,
Ktoś nam rzuca hasło: "Nalej!"
I się zalewamy,

Jeśli myślisz, że piosenka
Trochę się nie trzyma kupy,
To układaj własne zwrotki,
Nie zawracaj dupy,

Kumpel nazwać swoją łajbę
Chciał tytułem jakiejś pieśni,
Ja mu na to - daj jej imię
"Morskie Opowieści",

Był raz sobie sternik, który
Na silniku ciągle pływał,
A że halsów nie rozróżniał,
Żagli nie używał,

Jak pływałem z chłopakami,
Cały miesiąc się nie myli,
Gdy poszli do "Tropicany",
To ich nie wpuścili,

Każdy naród ma swą mowę,
Taką mają też żeglarze,
Jak bardzo ważna to sztuka,
Zaraz się okaże,

Świeży adept na żeglarza
Krzyknął do kursantki młodej,
- Hej, Maryśka, jeno w mig tam,
Puść się na dziobowej!

A gorliwa Marysieńka
Do komendy wykonania,
Cumę ciągle dzierżąc w ręku,
Stoi bez ubrania,

Zgraja tłoczy się przy barze,
Śmierdzi potem knajpa cała,
Piękna Lola weszła nagle,
Zgraja zawołała,

Hej, bracie, wódki polej,
Niech mi gardło znowu pieści,
Taka jest życiowa kolej
Morskich Opowieści,

Piwko w barze się skończyło,
I już nie ma kogo pieścić,
Zanuć sobie do poduszki
Morskie Opowieści,

Kiedy pływaliśmy razem,
Nie było nam równych prawie,
Aż do czasu, kiedy poznał
Dziewczę na zabawie,

Zaraz stracił humor cały
Wciąż wpatrzony w nią jak ciele,
A najgorsze, że zapomniał,
Co to przyjaciele,

Tak to człeku w życiu bywa,
Gdy Ci baba na łeb wlezie,
Jak Cię wciśnie pod pantofel,
To tak, jakbyś nie żył,

W wokółziemski rejs ruszałem
Marząc o niejednym porcie,
Ale zawsze dryfowałem
Do "Zęzy" w Sztynorcie,

Gdy nam dno przebiła rafa
I nasz szyper wpadł w panikę,
Wtedy dziurę kuk załatał
Świeżym naleśnikiem,

Gdy motorek diabli wzięli,
W sztormie poszły wszystkie szmaty,
To za spinakera robił
Biustonosz Agaty,

Kiedy flauta nas dorwała,
Osuszono wszystkie flaszki,
Kuk w kambuzie czynił zacier
Na bal kapitański,

Kiedy ciężko Ci na duszy,
Kiedy w gardle znów Cię suszy,
Walnij sobie przyjacielu
Dużą dawkę chmielu,

Czy wesele, czy też pogrzeb,
W domu, pracy, nawet szkole,
Zdrowiej z kufla ściągać browar,
Niż doić jabole,

Gdy siedzimy sobie w "Dobrej",
Aga piwka nam podrzuca,
Kiedy chcemy zagrać w karty,
Ona nimi rzuca,

Gdy odurzą nas promile,
Film ma urwać się za chwilę,
Nikt dziś spojrzeć nie omieszka,
Gdzie stoi Agnieszka,

Każdy rano leczy kaca,
Każdy w kącie obiad zwraca,
W głowie szumi myśl leniwa,
Nigdy więcej piwa,

Dziś opowiem wam historię
Co zdarzyła się gdzieś w Rio
Bosman wódki nie chciał wypić
No i dostał w ryjo,

Bosman twarde jest chłopisko
Lepiej w drogę mu nie wchodzić
Pięciu gości już wynieśli
Szósty ledwie chodzi,

Barman co tę wódkę dawał
Długo biedak już nie pożył
Bo gdy bosman go zobaczył
W jaja mu przyłożył,

Po tej wielkiej bijatyce
Bosman w całym Rio znany
Tłum się kłębi dookoła
On jest podziwiany,

Dzisiaj bosman uśmiechnięty
Znowu wódki się napije
Nikt mu w Rio nie podskoczy
Bo wtedy nie żyje,

Potem im zaśpiewał szantę
Znaną prawie w całym świecie
No a jaki był jej refren
Chyba sami wiecie,

Pływał z nami jeden majtek,
Co go nazywali Kajtek,
Dziś załoga przerażona,
Bo to była ona,

W Mikołajkach żył raz żeglarz,
Zjadł grochówki talerz cały,
Potem pierdząc z rufy jachtu
Przepłynął kanały,

W Amsterdamie była knajpa,
Która w herbie miała Gryfa,
Z której nikt nie wyszedł wcześniej,
Niż nie złapał syfa,

Grenlandczycy, lud gościnny,
Więc pracują gorączkowo,
Sprowadzają lód z Syberii,
Nie wiemy dla kogo,

Do Falklandu'śmy płynęli,
Goła baba mi się śniła.
Gdy się rano obudziłem,
Dziura w burcie była,

Na Yan Mayen wielka draka,
Opowiem, jak rzecz się miała,
Kiedy wzięto nas za desant,
Ludność się poddała,

Powiedziała mi dziewczyna
Żeby wodą wódkę popić,
Ja jej na to: "Idź do diabła,
Czy chcesz mnie utopić?"

I gdy skończy się choroba,
Chociaż ciągle ciąży głowa,
Uparcie biegniesz do baru,
Zaczerpnąć z browaru,

Pływał raz po morzu kucharz,
W rękach praktyk był Onana,
A załoga się dziwiła
Skąd w kawie śmietana,

Kuchnia nasza jest wspaniała,
Czterech już do morza wnieśli,
Pozostałych zaś latryna
Nie może pomieścić,

Była sobie panna Ola,
co nie miała na jabola,
a że stara to cwaniara,
Kupiła browara,

Okocimskie czy Wareckie,
Świętokrzyskie czy Żywieckie,
Każde piwo, każde zdrowe,
Jak na moją głowę,

Kiedy w dawnych czasach żyli,
Dobre piwo już robili,
Pili piwo pradziadowie,
Będą pić synowie,

Pij więc chłopcze, pij na zdrowie,
Nie próbuj tracić kolejki,
No, bo jaki żeglarz w świecie,
Stroni od butelki?

Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
Po kolejnej setce czystej
Pływać nam się zechce!

Jedna dziewka była szybka,
Marynarzy pocieszała,
Jednak po szklaneczce whisky
Zaraz zasypiała,

Była w jednym porcie dziewka,
Co każdemu siebie dała,
Lecz ostatnio nie jest chętna,
Bo się zakochała,

Do Giżycka chcemy wracać,
Silnik sprawnie zapalamy,
Przywaliła się straż wodna
Ciszę zakłócamy,

Na pagajach więc płyniemy,
Żagle przehandlowaliśmy,
Chociaż sternik pierdział ostro,
Nie przyspieszaliśmy,

Jachtem naszym była Daisy,
Po morzach pływała nieraz,
Na Mazurach wał z niej wypadł,
Poszła na dno zaraz,

Załoga niedoświadczona
Myślała, że to fontanna,
A to tylko statek tonął
Na środku Kisajna,

Za lat naście się spotkamy,
Przy browarku pogadamy,
Niech rosną młodzi żeglarze,
Życie im pokaże,

Wyślesz żeglarza młodego,
Po kilwater do bosmana,
Już nie wróci, będzie szukał
Do samego rana,

Znałem w pewnym porcie dziewkę,
Była kiedyś niezła laska,
Odkąd walec ją przejechał,
Jest jak decha płaska,

Gdy wiosłować już umiemy,
Nawet w miarę równo, składnie,
Trzeba żagle tak postawić
By nie spocząć na dnie,

Żagle białe już wciągnięte,
Mnóstwo było z tym zachodu,
Wreszcie stało się - płyniemy,
Lecz rufą do przodu,

Przy czwóreczce to DZ-ta
Jest łódeczką dla rajdowca,
Raz mieliśmy na bukszprycie
Głowę surfingowca,

Barka keją treningową,
Fakt pożałowania godny,
Gdy prędkości nie wytracisz,
Masz okręt podwodny,

Więc kursanci na manewrach
Mieli z faktem niezłą walkę,
Raz miast żagle poluzować
Przywalili w barkę,

Gdy zeszliśmy na nabrzeże,
W zapomnienie poszło morze,
Bo siedziało na polerze
Jakieś blond niebożę!

Popękały wszystkie spodnie,
Kiedy na nasz widok wstała,
Potem całe dwa tygodnie
Sufit oglądała!

Kiedy już odpływaliśmy,
Dla uciechy i dla sportu
Wcisnęliśmy do bakisty
Nasze dziewczę z portu,

Choć się fajnie żeglowało,
Każdy szukał wnet doktora,
Bo się nagle okazało -
Dziewka była chora,

Tam, gdzie straszne wichry wieją,
Tam, gdzie wódki nie sprzedają,
Tylko najlepsi żeglarze
Strachu nie zaznają,

Pływał z nami raz patałach;
Wnosił błoto na sandałach,
Po sztormie z niego zostały
Tylko te sandały,

Po Mazurach pływa człowiek,
Co się kryje własnym jachtem.
On się kryje lat sześćdziesiąt
Ciągle przed Wermachtem,

Pływał z nami pewien gościu,
Z prostszym rozumem od knagi,
Gdy się dorwał chłop do rumpla,
Kręcił rufo-sztagi,

A gdy siły nas opuszczą,
Każdy zaśnie pod pokładem,
Nie dobudzi nas kapitan,
Nawet samopałem,

Zwrotka ta jest ku przestrodze
Tych, co Włocha chcą w załodze.
Włosi zamiast śpiewać szanty
Haftują zza wanty,

Znacznie większa jest pociecha
Na jachcie z kucharza - Czecha.
Choć podaje knedle z ciastem,
Jest śmiesznym balastem,

Znów pływaliśmy wieczorem,
A tu patrol z inspektorem,
Światła lśnią, syreny słyszę -
Mandat za pięć dyszek,

Kumpel gryzie już paznokcie,
Zęby chodzą niczym pilnik.
Co jest? - szturcham kumpla łokciem.
Mieli lepszy silnik!

Stąd nauka płynie prosta:
Jeśli pływać chcesz wieczorem,
Wyczarteruj łajbę z ponad
Stukonnym motorem.

Znałem kiedyś marynarza,
Co miał pecha tak wielkiego,
Wsadził ptaszka między greting
I nie wyjął jego,

Znałem kiedyś pannę śliczną.
Maszty stawiać uwielbiała,
Chłopa z łajbą pomyliła,
Lecz nie żałowała,

Pływał raz marynarz który
Nosił w spodniach same dziury
Było widać przez te dziury
To co znoszą kury,

Kiedy smutno Ci na wachcie,
Chcesz rozerwać się troszeczkę,
Wkładasz granat między nogi
I ciągniesz zawleczkę,

Gdy kapitan zachorował,
Zrobiono mu lewatywę,
Wlano w niego galon wody,
Przez prezerwatywę,

Może biedak by wyzdrowiał,
Bo kuracja pierwsza klasa,
Ale kondom był dziurawy,
Dostał adidasa,

Żyła w Gdańsku cnotka Zocha,
Z każdym chciałaby się kochać,
Lecz stalową cnotę miała,
Rzewnie więc płakała,

Zośka dzięki swym przymiotom,
Podpuszczalska była wielce,
Wielu więc miało złamane,
Niekoniecznie serce,

Larsen choć był harpunnikiem,
Nie mógł Zośce przebić cnoty,
Choć jednym rzutem harpuna,
topił trzy U-Booty,

Co śpiewała piosnki sprośne,
Gdy kimono swe rozdziała,
Cycki miała skośne,

Raz bosmana rekin pożarł,
Lecz nie smućcie się kochani,
Bosman żyje, rekin umarł,
Zatruł się zbukami,

Małysz siedzi już na belce,
Patrzy ze spokojem z góry,
Jak się wkurzy to doleci
Na same Mazury,

Raz na Zegrzu była flauta,
Nagle w żagle coś nam dmucha,
A to płuca nadweręża
Włodek Zawierucha,

Nelson, angielski Admirał,
Strzeliłby se w łeb i kwita,
Gdyby wiedział co dokonał,
Kloss, zwykły kapitan,

Kloss uciekał Niemcom zawsze
Nigdy jego nie złapali
A dorównać mu potrafił
Jedynie pies Szarik.
Tytuł: Na Mazury
Słowa: Lucjusz Michał Kowalczyk
Muzyka: Lucjusz Michał Kowalczyk
Się masz, witam Cię, piękną sprawę mam,
Pakuj bety swe i leć ze mną tam,
Rzuć kłopotów stos, no nie wykręcaj się,
Całuj wszystko w nos,
Osobowym drugą klasą przejedziemy się.

Ref.:
Na Mazury, Mazury, Mazury,
Popływamy tą łajbą z tektury,
Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje,
Gdzie są ryby i grzyby, i knieje.

Tam gdzie fale nas bujają,
Gdzie się ludzie opalają,
Wschody słońca piękne są
I komary w dupę tną.
Gdzie przy ogniu gra muzyka
I gorzała w gardłach znika,
A Pan Leśniczy nie wiadomo skąd
Woła do nas... "Paszła won!"

Uszczelniłem dno, lekko chodzi miecz,
Zęzy smrodów sto przewietrzyłem precz,
Ster nie spada już i grot luzuje się,
Więc się ze mną rusz,
Już nie będzie tak jak wtedy, nie denerwuj się.

Skrzynkę piwa mam, ty otwieracz weź,
Napić Ci się dam tylko mi ją nieś,
Coś rozdziawił dziób i masz głupi wzrok?
No nie stój jak ten słup,
Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok.

Ref.: (...)
Woła do nas... "Dzień dobry, żeglarze, witam, witam!"
Tytuł: Pacyfik
Słowa: Sławomir Klupś
Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki......
- Taki był cholerny sztorm!

Ref.:
Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Hej, policz który tam,
Jaki znowu zmyło kram.

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki
- Taki był cholerny sztorm!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera
- Taki był cholerny sztorm!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera, kalesony oficera
- Taki był cholerny sztorm!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera, kalesony oficera, sieć jeżowców, jedną żabę
- Taki był cholerny sztorm!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera, kalesony oficera, sieć jeżowców, jedną żabę, kapitańską zmyło babę
- Taki był cholerny sztorm!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera, kalesony oficera, sieć jeżowców, jedną żabę, kapitańską zmyło babę, beczki rumu nam nie zwiało
- Taki był cholerny sztorm!


Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
- Way-hey, roluj go!
Zwiało nam z pokładu skrzynki pełne śledzia i sardynki, kosze krabów, beczkę sera, kalesony oficera, sieć jeżowców, jedną żabę, kapitańską zmyło babę, beczki rumu nam nie zwiało, pół załogi ją trzymało! (2x wolniej)
- Taki był cholerny sztorm!

Ref.:
Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Hej, policz który tam,
Jaki znowu zmyło kram.

Hej, znowu zmyło coś,
Zniknął w morzu jakiś gość.
Postawcie wina dzban,
Opowiemy dalej wam!
Tytuł: Płyńmy w dół do starej Maui
Słowa: Henryk ("Szkot") Czekała
Mozolny, twardy i trudny jest nasz wielorybniczy znój.
Lecz nie przestraszy nas sztormów ryk i nie zlęknie groza burz.
Dziś powrotnym kursem wracamy już,
I każdy w sercu już chyba ma, piękne panny ze starej Maui.

Płyńmy w dół, do starej Maui, już czas.
Płyńmy w dół, do starej Maui.
Arktyki blask już pożegnać czas.
Płyńmy w dół, do starej Maui.

Z północnym sztormem już płynąć czas, wśród lodowych groźnych gór
I dobrze wiemy, że nadszedł czas, ujrzeć niebo z tropikalnych chmur.
Dziesięć długich miesięcy zostało gdzieś, wśród piekielnej, kamczackiej mgły.
Żegnamy już Arktyki blask i płyniemy do starej Maui.

Za sobą mamy już Dimon Head, no i groźne stare Oahu.
Tam maszty i pokład na długo skuł wszechobecny, groźny lód.
Jak odrażająca i straszna jest biel Arktyki, tego nie wie nikt.
Za sobą mamy już setki mil, czas wziąć kurs na starą Maui.

Lody zostały za rufą gdzieś, ciepła bryza w żagle dmie,
Że piękne dziewczyny czekają już na nasz powrót, każdy wie.
Czarne oczy ich wypatrują nas, chciałby każdy szybko być wśród nich.
Więc szybciej łajbo nam się tocz, tam do dziewczyn ze starej Maui.

Harpuny już odłożyć czas, starczy, dość już wielorybiej krwi.
Już pełne tranu beczki masz, płynne złoto sprzedasz w mig.
Za swój żywot psi, za trud i znój, kiedyś w niebie dostaniesz złoty tron.
O dzięki ci Boże, że każdy mógł wrócić do rodzinnych stron.

Kotwica mocno już trzyma dno, wreszcie ujrzysz ukochany dom.
Przed nami główki portu, już kościelny słychać dzwon.
A na lądzie uciech nas czeka sto, wnet zobaczysz dziatki swe.
Na spacer weźmiesz żonę swą i zapomnisz wszystkie chwile złe.
Tytuł: Pożegnanie Liverpoolu
Słowa: Jerzy Rogacki, Krzysztof Kuza
Żegnaj nam dostojny, stary porcie
Rzeko Mersey żegnaj nam
Zaciągnąłem się na rejs do Kalifornii
Byłem tam już niejeden raz

A więc żegnaj mi, kochana ma GFC
Już za chwilę wypłyniemy w długi rejs
Ile miesięcy cię nie będę widział? Nie wiem sam
Lecz pamiętać zawsze będę cię.

Zaciągnąłem się na herbaciany kliper
Dobry statek, choć sławę ma złą
A, że kapitanem jest tam stary Burges
- pływającym piekłem wszyscy go zwą.

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz
Znamy się od wielu, wielu lat
Jeśliś dobrym żeglarzem radę sobie dasz
Jeśli nie toś cholernie wpadł.

Żegnaj nam dostojny, stary porcie
Rzeko Mersey żegnaj nam
Wypływamy już na rejs do Kalifornii
Gdy wrócimy, opowiemy wam.
Tytuł: Przechyły
Słowa: Paweł Orkisz
Muzyka: Paweł Orkisz
Pierwszy raz przy pełnym takielunku
Biorę ster i trzymam kurs na wiatr
I jest jak przy pierwszym pocałunku
W ustach sól, gorącej wody smak.

Ref.:
O, ho, ho! Przechyły i przechyły!
O, ho, ho! Za falą fala mknie.
O, ho, ho! Trzymajcie się dziewczyny.
Ale wiatr, ósemka chyba dmie.

Zwrot przez sztag, o keję zaraz zrobię
Słyszę jak kapitan cicho klnie.
Gubię wiatr i zamiast w niego dziobem
To on mnie od tyłu, kumple w śmiech.

O, ho, ho! Przechyły i przechyły...

Hej! Ty tam, za burtę wychylony
Tu naprawdę się nie ma z czego śmiać
Cicho siedź i lepiej proś Neptuna
Żeby coś nie spadło ci na kark.

O, ho, ho! Przechyły i przechyły...

Krople mgły w tęczowym kropel pyle.
Tańczy jacht po deskach spływa dzień.
Jutro znów wypłynę, bo odkryłem
Morze, noc, żeglarską starą pieśń.

O, ho, ho! Przechyły i przechyły...
Tytuł: Sześć błota stóp
Słowa: Henryk ("Szkot") Czekała
Muzyka: Cyril Tawney
Ref.:
Sześć błota stóp, sześć błota stóp,
Sześć błota stóp, sześć błota stóp...

Uderz w bęben już, bo nadszedł mój czas.
Wrzućcie mnie do wody, na wieczną wachtę trza, tam gdzie...

Ściągnijcie flagę w dół, uszyjcie worek mi,
Dwie kule przy nogach, ostatni ścieg bez krwi, no i...

Ostatnia salwa z burt, po desce zjadę w mig,
Lecz najlepszy mundur nie musi ze mną gnić, tam gdzie...

Żegnajcie bracia mnie już ostatni raz,
Ostatnie modły za mą duszę zmówcie wraz, tam gdzie...

Moje wolne miejsce i hamak pusty też
Niech wam przypomina, że każdy znajdzie się, tam gdzie...

Na wachcie więcej już nie ujrzycie chyba mnie,
Kończę ziemską podróż, do Hilo dotrę wnet, tam gdzie...

Ląd daleko jest, przed wami setki mil,
A mnie pozostało do lądu kilka chwil, no i...
Tytuł: Śmiały harpunnik
Słowa: Marek Siurawski
Nasz "Diament" prawie gotów już, w cieśninach nie ma kry
Na kei piękne panny stoją, w oczach błyszczą łzy
Kapitan w niebo wlepia wzrok, ruszamy lada dzień
Płyniemy tam, gdzie Słońca blask nie mąci nocy cień.

A więc krzycz: a ahoj!
Odwagę w sercu miej
Wielorybów cielska groźne są
Lecz dostaniemy je!

Ej, panno, powiedz po co łzy, nic nie zatrzyma mnie
Bo prędzej w lodach kwiat zakwitnie, niż wycofam się.
No nie płacz mała, wrócę tu, nasz los nie taki zły,
Bo da dukatów wór za tran i wieloryba kły

Na deku stary wąchał wiatr, lunetę w ręku miał
Na łodziach, co zwisały już, z harpunem każdy stał
I dmucha tu i dmucha tam, ogromne stado w krąg
Harpuny, wiosła, liny brać! Ciągaj brachu, ciąg!

I dla wieloryba już
Ostatni to dzień
Bo śmiały harpunnik
Uderza weń!
Tytuł: Żegluj, żegluj
Słowa: Sławomir Klupś, Henryk ("Szkot") Czekała, Damian Gaweł
Ref.:
Żegluj, żegluj, tam gdzie Nowa Szkocja.
Żegluj, żegluj, gdzie wstaje nowy dzień.

Głos Nowej Szkocji nam przynosi wiatr,
To zapowiedź nowych dni.
Znowu woła do nas rykiem fal,
Tam znajdziecie nowy świat.
Znów dumny brzeg będzie witał was
Majestatem groźnych skał.
Każdy dzień tu świtem przywita was,
Coraz bliższym stanie się,
Twoim własnym domem stanie się.

Ref.: x2

Atlantyk bije falą w stromy brzeg,
Wściekle ryczy pośród skał.
W górze dzikich ptaków słychać śpiew,
Głos ich płynie z wiatrem w dal.
Tam bujnej trawy się kołysze łan
I strumyków cichy szept.
W mej pamięci zawsze będzie trwał,
Lecz niedługo powiem wam,
Lecz niedługo wszystkim powiem wam...

Ref.: x3