Wiadomości
Nie pisaliśmy pół roku więc czas nadrobić zaległości.
W październiku Grzesio na dobre pożegnał się z pieluchami i postanowił być "duży" jak Maciek. Przez kolejne 2 miesiące korzystał z nocnika ale i ten etap ma już za sobą.
Maciek od października rozpoczął naukę gry na skrzypcach, a w grudniu doszła nauka pływania.
Na przełomie stycznia i lutego wybraliśmy się w polskie góry. Tym razem wybór padł na Biały Dunajec. Grzesio jest jeszcze za młody na narty, więc pozostały mu sanki. Maciek początkowo musiał sobie przypomnieć jak się jeździ. Pierwsze upadki to według Maćka wina "popsutych" nart, ale szybko je "naprawił"
.
Niestety drugiego dnia niefortunny upadek połączony z fikołkiem zakończył się pęknięciem obojczyka. Do końca wyjadu z ręką na temblaku Maćkowi pozostały tylko sanki i kulig.
Pod koniec lutego Maćkowi wypadł pierwszy ząb mleczny. Warto dodać, że ruszał się od dłuższego czasu, ale ostatecznie wypadł po braterskiej pomocy Grzesia.
Na koniec sezonu narciarskiego rodzice postanowiliśmy wybrać się bez dzieci do Zakopanego. Tomek brał udział w zawodach narciarskich (slalom + slalom gigant). Mimo nabrania "właściwej" masy zjazdowej nie udało się nabrać odpowiedniej prędkości i znaleźć na podium.
Rok 2012 jest dla nas szczególnie ważny ponieważ od września Grzesio idzie do przedszkola, a Maciek do szkoły. Jesteśmy w trakcie składania podań.
Ostatnie pomiary wagi wskazują wciąż przewagę Maćka (22kg) nad Grzesiem (16kg), ale stopniowo różnica maleje.
Wakacje dobiegają końca - czas na podsumowanie.
Mimo, że lato nas w tym roku nie rozpieszczało to tegoroczne wakacje możemy zaliczyć do udanych.
Na początek była działka - chłopcy z mamą przesiedzieli na niej prawie 1,5 miesiąca, a tatuś w tym czasie jeździł do pracy na rowerze i dojeżdżał na weekendy.
Potem postanowiliśmy spędzić tydzień w domu, aby naładować akumulatory przed planowaną wyprawą.
Na dłuższe opowieści ze szczegółami zapraszamy do nas. Powiemy tylko w skrócie:
Wyjazd samochodem do Poczdamu (około 30km od Berlina), noc na kempingu pod namiotem nad jeziorem Templiner See. Następnego dnia spacer po Poczdamie,
objazd Berlina i w dalszą drogę do Billund (Dania). To tam znajduje się królestwo klocków lego - Legoland.
Po spędzeniu w nim kilkunastu godzin (rozłożonych na dwa dni) i dwóch nocy w hotelu pojechaliśmy na kolejny kemping pod Kopenhagą po drodze jadąc najdłuższym wiszącym mostem w Europie.
Stolica w przeciwieństwie do reszty kraju nas nie zachwyciła. Wiele remontów i brudno.
Ostatni dzień na obczyźnie to trasa Kopenhaga-Ystad. Stąd promem prosto do Świnoujścia skąd udaliśmy się na ostatni już kemping - w Międzyzdrojach.
Kolejny dzień to podróż wzdłuż wybrzeża do Białogóry.
Mimo, że mieliśmy za sobą 2 tyś. km i ładną pogodę to nie ciągnęło nas na plażę i postanowiliśmy nadal aktywnie "odpoczywać".
Kolejny tydzień to wycieczki rowerowe, spływ kajakowy rzeką Piaśnicą, jazdy konne, zwiedzanie Gdańskiego Zoo oraz sprawdzanie stanu ożaglowania Daru Pomorza i uzbrojenia na ORP Błyskawica.
Oczywiście plaża też była a na niej kopalnie, piramidy, tunele, zamki i inne atrakcje.
Wszystko jednak co dobre kiedyś się kończy i trzeba było wrócić do domu - po takim urlopie czas odpocząć 
Jak tylko ochłoniemy to zamieścimy jakieś zdjęcia.
P.S.
Warto wspomnieć, że w te wakacje Grzesio zaprzyjaźnił się z nocnikiem, a Maciek opanował jazdę na rowerze.
Na początku wakacji obaj przeszli Ospę więc to już mamy za sobą.
Za oknem zrobiła się piękna pogoda i oby tak dalej.
Maciek od dwóch dni ma Ospę, więc niestety ze słońca skorzystań nie może.
W przedszkolu było już kilka przypadków ospy na przestrzeni ostatnich 7 miesięcy, więc i tak się długo uchował.
Mamy nadzieję, że Grzesio pójdzie w ślady brata i też wkrótce złapie krostki.
Wcześniej czy później przejść musi i lepiej, żeby nie trafiło go w środku wakacji 
Tymczasem Grześ jeszcze korzysta z pogody ścigając się na rowerze z kolegami - film w galerii.
Obaj są szczęśliwi, bo Maciek nie musi wstawać z kogutami, a Grześ ma się z kim bawić przez cały dzień.
Wygląda na to, że zima się skończyła.
Nam udało się wykorzystać ostatnie śniegi, żeby poszaleć na stokach 
Tak jak pisaliśmy ostatnio, wybraliśmy się do Białki Tatrzańskiej. Warunki bardzo dobre, stoki czynne do 22:00, polecamy wszystkim.
Zanim jednak się tam wybraliśmy, załatwiliśmy Maćkowi 2-tygodniowy kurs narciarski w Warszawie (górka Szczęśliwicka).
Dzięki niemu Maciek nauczył się jeździć na tyle wystarczająco, że praktycznie żaden stok w Białce nie był mu straszny - zjeżdżał ze wszystkich tras niebieskich (do 1400m).
Kilka zdjęć z tego wyjazdu znajdziecie w galerii.
W przyszłym roku musimy powtórzyć taki wyjazd. Maciek już nie może się doczekać,
a Grzesio ... Zobaczymy za rok.
Witamy po długiej przerwie.
Na początek to na czym skończyliśmy - SPA - polecamy wszystkim, a w szczególności tym, którzy potrzebują naładować akumulatory.
Z rzeczy najważniejszych - postanowiliśmy powrócić do jazdy na nartach. Oboje mieliśmy długą przerwę (Ania 10 lat, Tomek 17 lat), ale podobno narty jest jak jazda na rowerze - tego się nie zapomina.
Na razie mamy za sobą 2 godziny lekcji z instruktorami a trzeba przyznać, że jeździ się łatwiej niż naście lat temu. Narty prawie same się prowadzą - trzeba tylko poruszać bioderkami.
Dziś Maciek próbował swoich sił na stoku i chyba złapał bakcyla. 
Grzesia też ciągnęło na stok (zawsze chce być tam gdzie starszy brat), ale musi jeszcze rok poczekać.
W marcu wybieramy się do Białki, więc jakby ktoś był w okolicy to chętnie się spotkamy.
